Najbardziej trafiony prezent

Felieton na koniec roku powinien być o prezentach. Albo zapachu maminego ciasta, o świeczkach na stole, o białym obrusie, i o sianku pod nim. Trochę też o tym, że dodatkowe nakrycie na stole, to coś więcej niż pusty gest. Nasz zimowy „evergreen”. Ma być miło, ciepło i rodzinnie. Pomysłowo, praktycznie, przezornie. Świątecznie po prostu.

Któż nie kocha Świąt Bożego Narodzenia?

No właśnie…

Nie kocha ich na przykład Irek. W tym roku zapowiedział, że nie pojedzie do domu. A dom ma bardzo daleko i mama na pewno tęskni. „Będzie załamka!”- skarży się przez telefon.



- „ Ale nie mogę tam jechać, mam dość. Kolejny raz nie dam rady.” - Irek jest gejem. Gdy jedzie na święta do domu udaje, że nie jest. Przy wigilijnym stole nieodmiennie, co roku, opowiada o wymyślonej dziewczynie, którą na pewno niedługo przedstawi rodzicom. Łamiąc się opłatkiem, słyszy życzenia szybkiego ożenku. Matce marzą się wnuki. Ojciec nie cierpi „pedałów”. Krótka piłka. Za krótka, żeby rozgrywać ją w święta.

Od jakiegoś czasu, świąt nie znosi też Pani Irena. Co roku, zanim pojedzie do wnucząt, odwiedzam ją z życzeniami. Przeżyła Holokaust, stalinowskie więzienie, komunę, śmierć męża i transformację. Samotnie wychowała i wykształciła trójkę dzieci, które odniosły wspaniały, życiowy sukces. Ma prawie 90 lat. Jest zmęczona. W tym roku, na święta, nigdzie się nie wybiera. Chociaż proszą. - „Pani Ireno, dlaczego?” – dopytuję się zatroskana. - Boże Narodzenie to nie czas, by zostawać samej w maleńkim pokoiku w domu starców- myślę ze smutkiem.

Stara kobieta tłumaczy:” Widzisz… ja umieram. Wszystko zapominam. A oni nie chcą o tym słyszeć. Nie słuchają mnie, zaprzeczają. Został mi rok, może pół. W moim wieku i po tym co przeszłam, nie boję się śmierci. Znam ją, czekam. Chciałabym tylko, byśmy o niej porozmawiali. Jaki będzie mój nagrobek? Co zrobić z rzeczami, notatkami, książkami? To dla mnie ważne, dopóki jeszcze cokolwiek pamiętam i rozpoznaję ludzi. Ale oni nie chcą... I jeszcze krzyczą, że straszę im dzieci!”. Chwilę milczymy. Przy pożegnaniu, obie dobrze wiemy, że to może być ostatni raz.

Anka. Na samą myśl o nadchodzących świętach łapie „doła”. Pół roku temu rzuciła studia medyczne i zaczęła pracę jako asystentka fotografa. Rodzice jeszcze o tym nie wiedzą. Pojedzie do domu, ale podobnie jak przez lata Irek, będzie kłamać.

O tym, że Anka ma być lekarką, najlepiej pediatrą, zdecydowano jeszcze gdy była w podstawówce. Wybór, którego kwestionowanie nawet nie przyszło jej do głowy. Kiedy dostała się na wydział w innym mieście, poznała nowych ludzi, zakochała się. Miał być ślub, potem dyplom, specjalizacja, z pewnością doktorat. Mieszkanie na strzeżonym osiedlu, wakacje na Kanarach, dzieci. Ale Anka się odkochała.

Najpierw w chłopaku, potem w medycynie. A właściwie doszła do wniosku, że nigdy nie kochała ani jednego, ani drugiego. Jedno i drugie było częścią scenariusza, który kiedyś napisali dla niej rodzice. I teraz jest głupia sprawa, bo ten wymarzony przez nich „film” nie powstanie. „Produkcja spada”- nie będzie kasowej opowieści o pani doktor, jej dobrym mężu, pięknym mieszkaniu, wakacjach i dzieciach. Będzie wolny zawód, czyli dla rodziców - wielki zawód. Niepewna przyszłość, tułaczy los. Tak właśnie przecież żyją artyści, „nieroby jedne, społeczne pasożyty!”. Ileż razy to słyszała! A teraz sama chce zostać artystką. Powie im po świętach, po co je wszystkim psuć?

Pod koniec roku musi być o prezentach. Irek, Irena, Anka i ja. Być może także Ty. Wszyscy marzymy o tym, by znaleźć pod choinką tylko jedno: coś, co nie ma ceny, co nigdy się nie zużyje, ani nie wyjdzie z mody. Najbardziej trafiony prezent świata – bezwarunkową akceptację.

Wolisz mieć, syna, babcię, córkę (wstaw kogo chcesz), czy mieć rację? A zresztą, co to właściwie znaczy i kto wie czym jest „racja”?




Kościelisko, Grudzień 2013
Trwa ładowanie komentarzy...