Chyba z tym kończę

Nie chcę atakować księży en bloc. Nazywać ich „panami w sukienkach”, obrażać w ten, czy inny sposób. W sprawie Abp. Michalika wypowiedziało się przecież wczoraj publicznie kilku światłych kapłanów, równie przerażonych słowami jakie padły, jak my wszyscy. Nie podzielam ich wiary, ale szczerze szanuję. Żeby to było jasne.

Jestem ochrzczona. Mimo, że światopoglądowo daleko odeszłam od kościoła katolickiego, nie rozważałam nigdy poważnie aktu apostazji. Uważałam, że byłby to egzaltowany i nikomu nie potrzebny gest, trochę z klucza typu „bunt nastolatki”. No i moi nieżyjący już ukochani, fantastyczni dziadkowie nie zrozumieliby tego. Zraniłabym też moją mamę chrzestną, kobietę wyjątkową, której niewyobrażalnie dużo zawdzięczam i bardzo kocham. Przyjmując perspektywę wierzących można powiedzieć, że to oni – dziadkowie i chrzestna matka, oświetlali i oświetlają mi – zbłąkanej owcy, ewentualną drogę powrotu na łono kościoła. A ponieważ ich, czy też pamięć o nich kocham z całego serca, nie naruszam ważnego dla nich status quo. Już dawno pojęłam, że nie wszystko musi być „tak, tak – nie, nie”, biało czarne, zero jedynkowe.


Od jakiegoś czasu jednak myśl o złożeniu aktu apostazji wraca. Nie da się pogodzić mizoginii i uporczywego szerzenia niewiedzy, obecnych w kościele z poglądami, które wyznaję. Jak, choćby symbolicznie, przynależeć do instytucji, która toleruje w swoim łonie i to na jednym z najwyższych stanowisk kogoś takiego jak abp. Michalik? Czy człowiek, który przeczytał choćby jedną, opartą na nowoczesnych badaniach i stanie wiedzy książkę na temat ofiar pedofilii, może w ogóle coś takiego, jak wczoraj usłyszeliśmy, powiedzieć? A potem w gorszący sposób, wmawiać nam wszystkim w żywe oczy, że to był tylko lapsus.

Ale czy to samo nie dotyczy bzdur wygadywanych przez wielu hierarchów a propos tego co nazywają „ ideologią gender”? Wczoraj, w „ Kropce nad i” u Moniki Olejnik, ksiądz profesor Dariusz Oko znowu stwierdził, że to jest tak naprawdę przyczyna problemu pedofilii w kościele. Jego zdaniem wczesna edukacja seksualna rozbudza małe dzieci. I znowu, gdyby przeczytał choćby jedną nowoczesną, popartą wiedzą psychologiczną pozycję na ten temat, być może dowiedziałby się, że wczesna edukacja seksualna dzieci ma na celu, przede wszystkim, nauczenie ich, że seksualność istnieje i jest czymś dobrym, ale są na świecie chorzy dorośli, którzy mogą chcieć wykorzystać je seksualnie.

Wtedy trzeba wołać o pomoc! Nie ukrywać! Nie dać się zastraszyć. Potencjalna czy rzeczywista ofiara pedofila musi o tym wiedzieć, to jej da oparcie. Nie chcę być złośliwa, ale upieranie się przy tym, że edukacja seksualna kogokolwiek rozbudza, dowodzi jakiejś totalnej niedojrzałości, zafiksowania się na etapie rozwoju, kiedy to samo słowo „seks” wywoływało napady śmiechu połączone z niepokojącym mrowieniem w podbrzuszu. Dorośli ludzie z ułożoną seksualnością, tak nie reagują. Rozumieją, że edukacja seksualna, to nie jest żadne rozbudzanie i zachęcanie. Do cholery ciężkiej! Rozbudzają: erotyka, która na każdym kroku wali w dzieci z reklam i mediów, oraz pornografia, do której mają dostęp w Internecie. A jedyną drogą, by jakoś temu PRZECIWDZIAŁAĆ i pomóc maluchom poradzić sobie z tym nachalnym nacechowanym seksem przekazem, jest dostarczenie im wiedzy.

To samo dotyczy szerzenia wyssanych z palca, niebezpiecznych bzdur na temat metod antykoncepcji. Młodym ludziom wmawia się, że spirala wbija się w tkanki płodu, a pigułka powoduje niepłodność. I znów uderza niewiedza, totalny brak rozeznania w medycznych, naukowych faktach. Z jednej strony zakaz aborcji, z drugiej zakaz propagowania wiedzy o tym jak uniknąć dramatu niechcianej ciąży, na którą się nie jest gotową, czy gotowym. Hipokryzja pomieszana z niewiedzą, złą wolą, ślepotą i brakiem empatii.

Wracając do księdza Michalika. Dla porządku: nie kupuję jego tłumaczenia ani przeprosin. Wiedział, co mówi i chciał to powiedzieć. O pedofilii, jej ofiarach i sposobach działania sprawców nie wie nic - dał temu wyraz. Niestety zapewne nie wie też, albo udaje, że nie wie, że w Polsce bardzo wiele wykorzystywanych przez dorosłych dzieci jest nadal obarczanych odpowiedzialnością za to co się stało. Podobnie zresztą jak wszystkie ofiary gwałtów niezależnie od wieku i płci. Jest to najprostszy mechanizm stosowany przez oprawców w takich sytuacjach. To im daje siłę i poczucie, że tak naprawdę nie robią nic złego. Już słyszeliśmy, że na Dominikanie ludzie są ciągle „napaleni” na seks , bo jest gorąco, a teraz, okazuje się, że dzieci rozwiedzionych rodziców też są same sobie winne.

Wiele autorytetów, prasa, a także programy telewizyjne, jak mój na przykład, od lat tłumaczą i edukują: ofiara nie jest winna. Nigdy. I to przynosi efekty. W badaniach wyraźnie widać, że świadomość rośnie. A potem przychodzi Michalik, mówi co mówi i lata edukowania, stawania w obronie ofiar i tłumaczenia jak to działa, trafia szlag. I to jest straszne, bo za tym idą konkretne historie ludzkie. Dramaty, o których od 10 lat słyszę przeprowadzając wywiady w studiu. I mam dość.

Nie wiem jeszcze co zrobię, ale dzięki Michalikowi, temat odcięcia się od Kościoła wrócił i chyba tak łatwo mnie nie opuści. Boże uchowaj swój Kościół od takich obrońców.
Trwa ładowanie komentarzy...