Nie ma żadnego lobby gejowskiego, heteryckiego, ani biseksualnego. Jest lobby (jeśli można to w ogóle tak nazwać) ludzi, którzy nie mają oporów.
„Seks sprzeda wszystko”, mówią spece od reklamy i jak widać na licznych, załączonych w przestrzeni publicznej, obrazkach, nikt się temu nie przeciwstawia. Z wyjątkiem środowisk feministycznych.
Jako kobieta, kiedyś dziewczyna i kiedyś aktorka, wiele razy miałam do czynienia z propozycjami zrobienia kariery przez łóżko. Nie skorzystałam, kariery nie zrobiłam. A może zabrakło mi talentu? Wolę wierzyć w to drugie, bo jestem trochę naiwniarą i dobrze mi z tym.
Zostałam rozebrana w filmie, mając 14 lat, co z dzisiejszej perspektywy, oceniam jako poważne nadużycie. Jako osoba dorosła grałam także w filmach, w których trzeba się było zgodzić na rozbierane sceny, by w ogóle dostać rolę. A ja bardzo chciałam grać. Głupia byłam. Zmądrzałam, zmieniłam zawód. Jestem szczęśliwa. Wara od moich cycków.
Czy to znaczy, że każdy reżyser hetero należy do jakiegoś seksualnego spisku? Oczywiście, że nie! To znaczy, że się spotkałam z ludźmi bez oporów.
Są wybitni twórcy hetero i homo. Sztuka to ogromny obszar, miejsca starczy dla wszystkich.
Wśród nich będą tacy, co pójdą „po trupach” nagich dziewcząt i tacy, co wolą zwłoki męskie. Będą tacy, co bez oporów zechcą forować kochanka lub kochankę i tacy, którzy tego nie zrobią. Orientacja nie ma tu nic do rzeczy.
